Gruzję pierwszy raz odwiedziliśmy w 2016 roku. Byliśmy w Tbilisi. Nie wyjechaliśmy wówczas poza stolicę przez ponad tydzień. Styl jazdy gruzińskich kierowców, mnóstwo aut bez zderzaków, ciągle klaksonienie, przejeżdżanie pieszym prawie po nogach nie zachęcały do podróżowania. O braku ubezpieczenia nie wspomnę.🤭 Była to nasza pierwsza bardziej egzotyczna wyprawa i po prostu się bałem, taka prawda. Z drugiej strony samo Tbilisi różniło się od europejskich miast ewidentnie i nawet nie było chęci ruszać dalej , skoro na miejscu było super.
Po 10 latach warto wrócić do kraju , skąd mieliśmy same fajne wspomnienia.
Miejscówkę wybrałem z prozaicznej przyczyny po prostu lot był bezpośrednio z Wrocławia i jeszcze nigdy nie lecieliśmy różowym samolotem węgierskiej linii niskokosztowej.
Tym razem nie planowałem kompletnie żadnych wycieczek. mało tego nie oglądałem nawet fotografii samego Kutaisi , można powiedzieć że była to wycieczka w nieznane. O ile jakieś miejsce na ziemi w dzisiejszych czasach może być nieznane 🙂
Zastanawiałem się co będziemy robić przez 2 tygodnie w niewielkim miasteczku w środkowej Gruzji ale tłumaczyłem sobie że przecież nigdy się jeszcze nie nudziłem na urlopie więc coś na pewno będziemy robić. W ostateczności można grać w chińczyka i kości.
Godzina wylotu wprost wymarzona ani rano ani wieczorem godzina 15:55 to chyba najlepsza pora by rozpocząć podróż. samolot leci około 3,5 godziny a na miejscu trzeba dołożyć jeszcze 2 godzinki z powodu różnicy czasu.


Samolotowe towarzystwo międzynarodowe , oczywiście bardzo dużo Polaków. rodacy ewidentnie lubią Gruzję. Większość to oczywiście zorganizowane wycieczki.Trochę Ukraińców i Gruzini pewnie wracający z roboty albo na urlopy.
Śmieszna historia w samolocie, 2 czy 3 rzędy dalej od nas siedział gostek wyglądający jak taliban ,nawet się śmiałem że modli się do do allaha.

W drodze powrotnej na lotnisku Kutaisi również spotkaliśmy jego i kolegów ,okazało się że pracują w Polsce w firmie , gdzie są sami Polacy i bardzo dobrze operują naszym językiem
Pilot dbał , żeby ludzie się nie bali i leciał bardzo nisko 🙂 Górny Śląsk,Słowacja ,Rumunia, Bułgaria i w końcu nastała ciemność nad Morzem Czarnym.









Lądujemy w Kutaisi .



Lotnisko położone około 40 min jazdy autem czy autobusem od Kutaisi.
Ciężko było sprawdzić , gdzie dokładnie bus z lotniska dociera i kiedy ostatni odjezdza….Zdałem się od razu na transfer do mieszkanka przez Booking.
Bardzo profesjonalny kierowca Zubar czekał nas na lotnisku.

W komentarzach na Booking odnośnie naszego mieszkania niedogodnością był błędnie podany adres. Sprawdziło się to również w naszym przypadku .Kierowca pojechał ciut za daleko sugerując się numeracją podaną przez booking. Kierowca zatrzymał się przy postoju miejscowych taksówek i debatował z miejscowymi, w międzyczasie podałem numer do naszej Pani gospodyni .Pogadał ,zawrócił i dowiózł nas szczęśliwie do celu.




Po trudach podróży otworzyłem browca przywiezionego z ojczyzny no i na dobry wieczór stłukłem szklankę. psiaki naszej gospodyni tak bardzo gorąco nas witały , że szklanka spadła z ławeczki… Lela, właścicielka szybko przyniosła miotłę ,taką jak pamiętam z dziecinnych lat z wizyt wakacyjnych na wsi ,wymiotła szkło i powiedziała żebyśmy się nie przejmowali. 🙂
Skomentuj