Dobar Dan Rijeka.

Wiosna zapomniała o Wrocławiu. Jeszcze w maju w nocy były przymrozki. Z radością oczekiwałem wizyty w Rijece i po raz pierwszy w Chorwacji. Kraju, do którego sporo znajomych podróżuje.

Wybór padł na Rijeke.Trzecie co do wielkości miasto Chorwacji.Największy port w kraju.Krótki lot z Wrocławia o dogodnych porach.Bilety niedrogie.Nic tylko frunąć.

Pierwszy raz leciałem samolotem z tak dużą ilością pustych miejsc.

Realny czas lotu jakieś 70 minut. Przez większą część trasy można było podziwiać krajobrazy ziemi trochę jak w Google Earth.

Lotnisko znajduje się na wyspie Krk.25 km od Rijeki. Aeroport obsługuje dziennie aż 2-3 loty rejsowe.

Widok samolotu dla obsługi lotniska, to ma pewno miła odmiana.

Autobus lotniskowy skomunikowany jest z godzinami lotów mniej więcej. Innej komunikacji publicznej w promieniu kilku kilometrów nie ma.

Cena biletu to 15 ojro. Taką samą cenę oferują nieliczni taryfiarze. „Zapominają” oni jednak dodać że u nich 15 ojro jest za miejsce w samochodzie a nie za kurs. Jadąc we dwoje nie ma sensu się na nich nastawiać.Cena biletu autobusowego…hmmm drogo.

Po drodze fajne widoczki.

Na szczęście przystanek końcowy w Rijece mieścił się się 10 minut piechotą od naszego mieszkania. Taki mini, mini dworzec. Nieopodal mieści się o wiele większy dworzec obsługujący linie podmiejskie. Jakiś kilometr dalej dworzec autobusów dalekobieżnych.

Po drodze mijamy operę.

„Apartament” Petar Pan znajduje się na ulicy Zagrebackiej czyli Zagrzebskiej po naszemu .Nasz blok ewidentnie przypominał czasy marszałka Tito. Rijeka uległa sporemu bombardowaniu w czasie II wojny światowej. Nasz kwartał 4 bloków wyróżniał się na tle innych przedwojennych kamienic w okolicy.

Na ulicy znajduje się miejskie targowisko. Na szczęście pod oknami mieliśmy stoiska z odzieżą a nie z warzywami. Przed bramą zapach resztek ryb w tym gorącu był bezcenny.

Zawsze jakieś ciekawe przygody są z położeniem lokum, tym razem okazało się że jest na targu. Na dzień dobry pomyliliśmy piętra i próbowaliśmy dostać się do innej chaty. Na szczęście nikt nas nie przegonił , kilka mieszkań służyło turystom. Poniżej wejście na zewnętrzny korytarz.

Wejście do mieszkania było z zewnętrznego korytarza. Korytarz okaże się dobrym miejscem obserwacyjnym na podwórko 🙂

Najważniejsze urządzenie w mieszkaniu włączone , można iść na rekonesans.

Zajarani nowym miejscem póki co nie odczuwaliśmy upału. Targowisko szybko się zwijało. Po 14 tylko najwytrwalsi sprzedawcy zieleniny zostawali. Inna kwestia , że sporo budek jest zamknięta na amen. Chyba najlepsze lata targ ma już za sobą.

Tor kolejowy wzdłuż jednej z głównych ulic. Obecnie nieużywany.

Kilka minut i jesteśmy na przy wieży zegarowej i głównym deptaku Corso.

Szama u Hindimana w rozsądnej cenie.10 euro.

To chyba był ostatni ciepły posiłek na mieście. Wystarczyło „ciepłe” powietrze.

Rybki przypływające do krańca nabrzeża skradły nasze serca. Podobne to niejakie cefale.

Oczywiście w pobliżu portu postindustrialne budynki.

Małe zakupy w Konzum. Jedna z czterech sieciówek ,które całkiem zdominowały handel spożywczy w Rijece a może i całej Chorwacji. Sklep zamykał się już o 17. Do końca pobytu , naprawdę dużo łażąc po różnych rejonach i okolicach Rijeki nie spotkałem prywatnego małego sklepu. Wydawało mi się , że ropucha w Polsce zniszczyła osiedlowe sklepiki , ale w Rijece to chyba jeszcze dalej poszło.

Mewy są tutaj bardzo hałaśliwe. Gadają chętnie i szukają słuchaczy.

Hydration break na mundialu i w Rijece 🙂

Pani karmiąca koty , niczym moja mama we Wrocławiu. Rodzinna atmosfera normalnie. Pewnie turysta jednodniowy niewiele więcej łyknie Rijeki , ja jednak postaram się głębiej poczuć duszę miasta w następnych wpisach. 🙂

Skomentuj