Amigo Adam niczym ranny ptaszek się ulotnił , więc ruszam sam na drugie łajzy kadyksowe.Szum oceanu trzeba zabrać ze sobą do bulandy.



Po przejściu do końca plaży, idę Avenida Campo del Sur.




Plaza de la Catedral czyli Plac Katedralny.


Katedra.

Dużo turystów, więc szybko znikam w wąskie uliczki starego miasta. Przyznam szczerze, że takie łajzy w tych uliczkach są ciekawsze od „mapy zabytków” 🙂











Wychodzę na plażę La Caleta.

Przechodzę przez Puerta de la Caleta

Widok na plażę La Caleta.


Na końcu cypla znajdują się ruiny Castillo de San Sebastian.












Chwila odpoczynku dla turystów…okazja by upolować żarełko dla ptaszyn.



Turyści odpoczywają ,” perro policia” czuwają.


Nogi mówią – pora wracać .






Wsiadam w „7” i la gitarra 🙂



Jego trasa prowadzi wzdłuż oceanu.


Pasażerka machająca kierowcy po wyjściu z autobusu (wysiada się tylko środkowymi drzwiami a wsiada oczywiście pierwszymi)

Końcowy przystanek pod palmami 🙂




Bardzo ciekawy jest sposób wejścia do apartamentu.Po wbiciu kodu otwieram skrytkę a tam klucz na sznurku , który sięga do zamka i po otwarciu klucz na sznurku z powrotem chowamy do skrytki 🙂


Potem jeszcze wyjście na plażę.




17 kilometrów zrobione,więc czas na relax.

W sobotę rano idziemy na „1” ,która ma przystanek początkowy 100 metrów od apartamentu.
Sporo ludzi już tam czekało.



Chyba jakaś impreza z okazji końca karnawału.Autobus szybko się zapełnił i kierowca przestał wpuszczać ludzi,bo nie byli w stanie okazać czy kupić bilet.
Całe szczęście że przy dworcu część pasażerów wysiadała i nam udało się jakoś wyjść z bagażami. No nie wszystkimi bagażami, reklamówkę z bułkami i piciem na drogę zostawiłem w autobusie.
Na dworcu z kolejnych pociągów wysiada mnóstwo przebierańców.






My w drugą stronę. Wracamy do Sewilli.

W Sewilli temperatury cały rok wyższe są niż w Kadyksie.Normalnie dla mnie za ciepło.


Z kategorii czarny humor…Czekając na przystanku, jakiś motocyklista wylądował na chodniku przed motorem…Allah już był na miejscu.

Potem autobusem EA , też mocno zatłoczonym docieramy do aeropuerto .

Adamo wszędzie chciał podróżować taksówkami,na co się nie godziłem, więc chłopina chyba do dziś mnie wyklina 🙂
Lotnisko w Sewilli ładnie wewnątrz się prezentuje.

Niestety wszyscy zdychali bo Hiszpanie na klimatyzacji oszczędzali i temperatura wewnątrz terminala wynosiła 29 stopni, co pokazywały elektroniczne tablice.
Samolot tradycyjnie wyleciał opóźniony z 1,5 godziny.


Cała wycieczka na spontanie .Adamowi dziękuję , że pilnował ranne wstawanie i browara NIE nadużywanie 🙂
Dodaj komentarz