Buenos dias Cadiz. Fajnie z mieszkania wyjść i zobaczyć słoneczko , palmy po 3 miesiącach ponurej naszej zimy. Teperatura 15-17 stopni. Przyjemne ciepełko.

Kasia wysłała „chłodne” pozdrowienia z Wrocka.

Na szczęście do plaży ze 300 metrów 🙂


Idziemy wzdłuż plaży w kierunku starego miasta.Turystów bardzo niewielu. Głównie miejscowi człapają.




Hiszpanie chyba są zafiksowani na punkcie psów. Wszędzie spacerują ze swoimi pupilami. Ciekawostka, przez praktycznie tydzień widziałem 1 kota (w Sewilli). Hmmm , świat bez kotów.


Dzieci chyba na jakąś przerwę ze szkoły wyszły , siedziały na plaży i wcinały drugie śniadanie. Żadne nie bawiło się komórką. Chyba jakiś zakaz mają, bo nie wierzę by z własnej woli to robiły. Przynajmniej spędzają czas w realnym świecie z rówieśnikami a nie w wirtualnym.


Widoczne skutki niedawnych wichur. Zniszczony „beach bar”.


Na cypelku wędkarze.

Plaża się kończy .Wchodzimy na górę.



Ślady solidarności z Palestyną widać w wielu miejscach.


Dawne mury miejskie. W miejscu zasypanej fosy boiska sportowe.


Na powitanie przechodzimy dawną bramą wjazdową do miasta Puerta de Tierra.Brama (Brama Lądowa) w dawnych murach miejskich w takim kształcie istnieje od XVIII wieku Natomiast wieża Puerta de Tierra została zbudowana w połowie XIX wieku i służyła jako wieża numer 57 na andaluzyjskiej linii telegraficznej , która przy dobrej pogodzie przesyłała wiadomości z Madrytu do Kadyksu w 2 godziny wooow!
Wjazd do miasta zmieniał się jak widać na starych fotografiach.






Idziemy ulicą nadmorską Avenida Campo del Sur.



Campo del Sur obecnie i kiedyś.


Nogi trochę zaczęły męczyć.Więc wsiedliśmy w autobus nr 2 i pojechaliśmy na małe zakupy do jednego z najpopularniejszych marketów w Hiszpanii „Mercadona”

Lokalsi raczą się browcem w barze „na skwerku”.

Fajnie że Adam pomógł mi dźwigać zakupy , co prawda nie był pomocny przy degustacji, ale dałem radę wieczorową porą .

Czas na sieste.



Szama w kebabie naprawdę za dobrą cenę.Bodajże 8,50 ojro za spory talerz.

Na przystanku pomieszkuje man w trumnie na kółkach , jednak bezdomnych jest bardzo niewielu . Kadyks ogólnie wyludnia się , miasto liczyło nawet 150 tyś mieszkańców, obecnie szacuje się 110 tyś. Bezrobocie pchnęło młodych do migracji.

Wsiadamy w najważniejszą linię autobusową w Kadyksie. Numero uno czyli „1”. Jeździ ona przez cały miasto wzdłuż i jest najbardziej oblegana .Trzeba przyznać że jeździ co kilka minut dosłownie, czasem jadą dwa autobusy razem i la gitarra.

Bilet kosztuje u kierowcy 1 ,10 euro ,czyli podobnie jak u nas.
Jedziemy na przystanek końcowy „Plaza España” czyli Plac Hiszpański. Ukształtował się pod koniec XVIII wieku.
Dom Czterech Wież, czyli cztery domy w jednym.



Dom Pięciu Wież.

Dawny Palacio de la Aduana gdzie mieścił się dawniej urząd celny a obecnie siedziba Rady Prowincji.

Pomnik Konstytucji 1812 roku wzniesiony sto lat później.

Konstytucja Hiszpańska (La Pepa) z 1812 roku była pierwszą ogłoszoną w Hiszpanii , dotyczyła całego Imperium Hiszpańskiego. Była bardzo liberalna. Wówczas jednak trwała wojna z Napoleonem , więc tak de facto nie weszła w życie. Pózniej ogłaszana jeszcze dwukrotnie w XIX wieku.
W ogrodzie takie cuda rosną.

Idziemy uliczkami starego miasta.





Widok na ocean.




Idziemy wzdłuż wybrzeża. Kadyks ciągle gotowy do obrony:)



Tuneles de la Moralla.



Słoneczko przypiekło dwie łepetyny. Szybka wizyta w La Farmacia.



Wracamy w karnawałowym nastroju razem z innymi pasażerami. Często spotykaliśmy ludzi w bardzo fajnych przebraniach. Widać, że jara ich to święto.


Wysiadamy przy Avenida de la Bahia. Tylko pozazdrościć mieszkańcom tych bloków z okna widoków.
Poniżej na rondzie jak to pięknie nazwano „Rzeźba alegoryczna Faro de Gades”




Widok na Most Konstytucji 1812 roku.



Pylony Kadyksu czyli słupy energetyczne o wysokości 158 metrów podtrzymują ogromne kable elektryczne nad Zatoką Kadyksową.

Powoli zachodzi słońce i ceny paliwa też zajdą w czarną d… po agresji Usraela na Iran.

Dziadki grają w Petanque czyli gra w bule. Starożytni Grecy i Rzymianie już w to grali.



Stadion piłkarski CF Cadiz.


Nieopodal torowisko tramwajowo-kolejowe wychodzi na powierzchnię. Po tych samych torach kursują pociągi i „trambahia” (wymawiane po hiszpańsku „tramwaja „) do San Fernando i dalej do Chiclana.

Trambahia na dworcu kolejowym w Cadiz. Dla mnie to raczej kolej podmiejska, ale Hiszpanie uparli się że to potomek dawnych tramwajów, które zlikwidowano w latach 50-tych ubiegłego wieku.

Miło wypić browarka i zapalić dymka pod palmami po 14 kilometrach łajzowania.



Adios.
Dodaj komentarz