14 Luty 2026 Ucieczka przed mrozami do Hiszpanii.

Wskutek ocieplenia klimatu ostatnie 3 miesiące w Polsce okazały się bardzo chłodne.

Kolega z pracy Adam namówił mnie na wycieczkę. Mieliśmy po trochu zaległego urlopu i narażając się bardzo żonie w walentynki 14 lutego ruszamy z Wrocławia do Sevilli samolotem RyanAir. Bilet w dwie strony razem z dokupieniem bagażu rejestrowanego, miejsca i ubezpieczeniem kosztował 1348 złotych.

Ustaliliśmy że będziemy 2 dni w Sevilli i 5 w Kadyksie.

Cała wycieczka organizowana na spontanie. Zdecydowanie za późno by znaleźć coś w rozsądnej cenie. Zwłaszcza w sobotnio – niedzielną noc w Sewilli.

Adam znalazł na Bookingu wynalazek o nazwie Arc House Plaza. Drogo było, ale to wszystko co zostało. Reszta była jeszcze droższa. Przynajmniej lokalizacja była dobra.

215 ojro za 2 noce.
Na wrocławskim lotnisku pełni optymizmu.

Pierwszy raz odkąd latam mój bagaż podręczny zmieścił się w dłoni.

Tanie linie wprowadziły nowe wymiary bagażu podręcznego, wolałem nie ryzykować… 🙂 kontrola była szczelna a ludzie grzecznie wsadzali bagaż czy aby nie jest za duży. Nie dziwię się , że kilka dni wcześniej na którymś polskim lotnisku pasażer przestawił pracownikowi Ryana nos.

Teoretycznie czasu na zameldowanie mieliśmy bardzo dużo.16,20 odlot a 19,45 przylot do Sevilli.

Trochę było podejrzane, że hotel nie wysłał wcześniej do Adama linku na telefon ,by mógł zrobić Check-in hotelowy. Przyznam, że nigdy czegoś takiego nie robiłem , ale też rzadko podróżuje do Europy Zachodniej. Czyli podać nasze dane, że niby dla Policji. Cóż , ja tej wyprawy nie organizowałem generalnie. Właściciel apartamentu w Cadiz wysłał tak link niedługo po rezerwacji na Bookingu.

Adam rzadko rezerwował sam hotele,nie odzywał się też do Arc House. Ja zawsze przed wyjazdem miałem jakiś kontakt z miejscem przyszłego zameldowania.

Zadowoleni , póki co ruszyliśmy w świat 🙂

Adam najpierw użyczył zagłówka tej sympatycznej Pani a potem robił fotki, żeby Kasia miała dowody u adwokata.Czort 🙂

Tymczasem na pokładzie samolotu pojawiło się zamieszanie, następnie komunikat załogi w stylu „czy leci z nami lekarz ???” Pasażerka zaniemogła. Chyba poważnie, bo kapitan podjął decyzję o awaryjnym lądowaniu w Mediolanie.W międzyczasie załoga poinformowała, że jednak mamy wylądować w Marsylii….Następnie znowu że jednak w Mediolanie.

Biedna kobieta została zabrana przez medyków.

Przywitaliśmy Sewillę raczej chłodno i w nerwach.

Śmiesznie, że podczas oczekiwania na bagaże wyświetlało ten sam numer lotu z Wroclaw i Milano” 🙂

Adam ,który bajerował pasażerkę Hiszpankę ,siedzącą między nami namówił ją, by zadzwoniła do naszego obiektu i poinformowała o nagłym zdarzeniu. Młoda dziewczyna skontaktowała się z hotelem po hiszpańsku. Przekazała nam , że gość będzie na nas czekać i wszystko miało być w porządku.Hotel łaskawie wysłał link do check-in hotelowego ALE samolot wystartował , kontakt się urwał a po wylądowaniu Lucia dzwoniła do obiektu i nie było już z dziadersem kontaktu. Nie mieliśmy kodu do otwarcia drzwi i dupa blada. Zameldowanie było do 22,30. Kutafon wyłączył telefon.

Zostaliśmy po 22,30 na lotnisku w Sevilli bez noclegu. Adam ciągle jęczał żeby brać taxi, przekonałem go że pojedziemy autobusem ” EA” z lotniska do centrum i podejdziemy do obiektu, choć byłem pewny że nikt tam nie będzie na nas czekał.

Autobus kosztował 6 ojro .Towarzystwo bardzo międzynarodowe.

Za pół godziny byliśmy na starym mieście a zarazem przystanku końcowym- dworcu autobusowym „Plaza de Armas”

Na dobry wieczór…Pan pewnie wracał z pracy z kołdrą na plecach.

Mieliśmy z buta kilometr i szliśmy wąskimi uliczkami starego miasta,ludzi sporo balowało.Adama szlag trafiał bo miał „burdel na kółkach” i na kostce cierpiał prowadząc bagaż.U mnie stary plecak , ufff

Trochę kluczyliśmy a po znalezieniu apartamentu oczywiście mogliśmy pocałować klamkę.Koło obiektu właśnie knajpa się zamykała a jakaś panna swojego , najebanego Juana czy Miguela zabierała.

Zacząłem już po drodze przeglądać booking i szukać jakiegoś noclegu bo perspektywa spędzania czasu z bezdomnymi na ulicy do nas nie przemawiała. Adamo wk… Znalazłem Hotel Simon, gdzie „coś” powinno być. Spacerek półtora kilometra po nocnej Sevilli. Co by nie mówić ,niezapowiedziana atrakcja.

Po drodze wstąpiłem do Carrefour express po browca a tu zonk! Prohibicja 😦

Lokalizacja super, blisko katedry.Dotarliśmy.

Ufffffff recepcja czynna.Pan z początku był sceptyczny.Przeglądał, przeglądał jakąś kartkę i wpuścił nas 🙂

Dostaliśmy pokój z dwoma łóżkami, które mogliśmy rozsunąć od siebie na szczęście.

Po 1 w nocy mogliśmy iść spać i słuchać swojego chrapania nawzajem.

Hotel Simon – wybawca:)

Dodaj komentarz